29 lutego 2016

poprzeczny swetroperz

Jak się okazało Mi lubi nietoperze. Nic na to nie wskazywało, to zawsze ja je lubiłam, a tu taka niespodzianka. I z cennego 60% wełno-akrylo-nylonu zażyczyła sobie właśnie nietoperza. To jej zrobiłam drugi w mojej karierze sweter-nietoperz na podstawie kształtu kupionego swetra robionego w poprzek. Znaczy się kimonowy sweter na drutach. Pierwszy zaginął w mrokach dziejów, jak wiele innych wspomnianych tutaj dzieł. Mroki są bardzo przepastne i już dawno nie mam do nich dostępu.


Jak zawsze najtrudniej było nabrać dobrą ilość oczek, a potem już szło gładko. Jak wspomniałam robi się go w poprzek, więc zaczyna się od rękawa. Po mniej więcej 7 cm ściągacza i 9 cm zwykłego ściegu prawego, dodałam po oczku na początku i końcu rzędu. Potem dodawałam mniej więcej w co drugim rzędzie, a po jakimś czasie już w każdym przerabianym oczkami prawymi. Nienawidzę liczyć i pilnować ile jest oczek i kiedy je dodawać. Właściwie wystarczy patrzeć czy się proporcjonalnie rozszerza i na podstawie tego decydować czy dodawać oczka. Kiedy rękaw osiągnął odpowiednią długość, musiałam dodać jeszcze ok. 15 oczek na obu końcach, żeby sweter nie był za krótki, a po kilku centymetrach trzeba było uwzględnić też dekolt. W tym celu część oczek odkłada się na gigantyczną agrafkę, albo osobny drut i przerabia tylko połowę, do osiągnięcia odpowiedniej szerokości dekoltu. U mnie jest to łódka, więc jest dosyć szeroki. Potem przerabia się część, która do tej pory była na agrafce, a kiedy obie części będą miały taką samą długość znowu przerabia się je razem. Dalej należy uważać żeby dodawać oczka tak samo jak przy pierwszym rękawie. Z jednej strony się trochę rozpędziłam i zrobiłam za szeroki dekolt, więc zamiast pruć po prostu trochę go zaszyłam. Prawie nie widać. Z drugiej strony też przeszyłam na samym brzegu żeby go wzmocnić i zapobiec rozłażeniu się dzianiny.
I tyle. To naprawdę prosty wzór. Ja jeszcze dorobiłam na dole ściągacz. Robiąc w poprzek nie da się zrobić normalnego ściągacza, więc nabrałam na skończonym już brzegu swetra oczka (tak było najłatwiej dopasować jego długość bez liczenia) i dorobiłam.


Ale teraz kolej na nowość. Przed dostarczeniem mi włóczki i sprecyzowaniem swoich oczekiwań, Mi zapytała mnie co to jest blokowanie.

8 lutego 2016

zimowy plaszcz

Przyszła zima, a ja, pozbawiona mięśni zawsze marznę. Poza tym od dekady chodzę w jednym płaszczu, który jest na mnie za duży i którego kołnierz mi się nie podoba. Ale ja nienawidzę zakupów i nie kupuję ubrań (no dobra, dżinsy, bieliznę i koszulki kupuję), a już na pewno nie płaszcze, które są zawsze koszmarnie drogie i zazwyczaj jakieś niedorobione. Bo ja mam wysokie wymagania. Przede wszystkim płaszcz koniecznie musi mieć duży kaptur i duże kieszenie. Jak szyję sama to mogę tego dopilnować. I tak zrobiłam. Dodatkowo zadbałam o to żeby płaszcz był ciepły - dałam dwie warstwy grubej ociepliny. Najwyżej będę wyglądać grubo. Trudno, przynajmniej będzie mi ciepło.
Płaszcz jest dwurzędowy, dopasowany w talii i rozkloszowany - ma i zakładki, i kontrafałdy. To była moja inspiracja.


Konstruowałam go z książki Kowalczyka (tej co za każdym razem), najpierw zmiksowałam różne formy prezentowanych tam płaszczy, do stworzenia podstawowego wzoru, a dalej już sama przerabiałam dodając zakładki, kontrafałdy itd żeby było jak sobie wymyśliłam. Kaptur skonstruowałam sama, na podstawie tego co tutaj (czyli trochę na przypał), tyle że jeszcze większy. Siłą rzeczy wychodził większy, bo musiał obejmować dwurzędowy przód .

Nawet czapa z pomponem się załapała

Jak już wspominałam dałam dwie warstwy ociepliny, ale to nie wszystko. W ramach podszewki zastosowałam pikówkę, która jest cienka, więc się właściwie nie liczy. Wierzch płaszcza jest z wełnianego flauszu. W rezultacie płaszcz wyszedł naprawdę bardzo ciepły. I gruby. Tak gruby, że czułam się jak w zbroi, więc go jednak odchudziłam z części ociepliny. Ale dalej jest ciepły. Rękawy są trochę ciasne. Nie opięte, ale jednak na taką ilość ociepliny mogłyby być szersze.
Na początku bardzo mi się nie podobał, bo wyglądałam w nim jak Buka, a zakładki po każdym ruchu niedorzecznie odstawały. Muszę je jeszcze jakoś zaprasować, czy cuś. Nie miałam motywacji żeby go skończyć. Mi go nie chciała, no ale skoro już go uszyłam, to musiałam się do niego przekonać. Trochę to trwało i w między czasie zima mi się ociepliła, ale w końcu jakoś go znoszę. Kaptur i kieszenie to mocne argumenty za.

 Moje kurze nóżki trochę nie pasują do reszty i zdradzają wątłą zawartość płaszcza, ale właściwie zawsze tak jest.

Kupowałam wszystko przez internet i w sumie, za wszystkie części płaszcza, zapłaciłam ok. 80 zł, a mam to co sobie wymyśliłam. Więc, jak widać, względy ekonomiczne pozwalają mi kultywować moją niechęć do zakupów.