9 lipca 2016

zerżnięte przeróbki

Od dawna brakowało mi uniwersalnej sukienki, w której bym się dobrze czuła. Uszyłam już kilka dzianinowych kiecek, ale z każdą było coś nie tak i nie czułam się w nich tak swobodnie jak powinnam.


Poza tym brakowało mi dobrego wykroju. Jednak nie mam odwagi brać się za konstrukcję dzianin bez dobrych podręczników do tego. A wykroje z papavero, które wypróbowałam do tej pory miały za wąskie rękawy. I tak się nosiłam z zamiarem uszycia sobie kiedyś miłej kiecki, aż zobaczyłam u Liliany właśnie taką jak chciałam. No i bezczelnie zerżnęłam. Mam nadzieję, że się nie pogniewa.


Walała mi się po szafie nie do końca przeznaczona na coś dzianina, więc miałam z czego szyć.
Wykrój musiałam najpierw zestopniować, bom kurdupel. Jakby ktoś chciał wiedzieć co i jak, to tu, tu i tu ma wszystko wyjaśnione. A potem tak jak u Liliany, góra z wykroju dół z półkola. Wyjątkowo rękawy trochę zwężałam. Dekolt i rękawy wykończyłam lamówką ciętą ze skosu z tej samej dzianiny. Do wykończenia dołu po raz pierwszy w życiu użyłam podwójnej igły. Całkiem fajna sprawa, ale niestety miałam tylko igłę z małym rozstawem.
Szybko mi się szyła. Przeróbki i szycie zajęły mi jeden dzień. Wykończenie pół następnego, a przy tym remontowałam pokój, więc to naprawdę nie był trudny wykrój.