24 października 2016

Stare Dobre Małżeństwo

"Prezent rocznicowo-imieninowy. Dziubany pracowicie w komunikacji miejskiej, w łóżku, w różnych życiowych poczekalniach. Suszy się na sznurku po spieraniu kredy, a przed prasowaniem."


I kto by to pomyślał, że Mi taka zdolna. Dawno temu na świetlicy z panią Jolą coś tam krzyżykowały i wydawała mi się wtedy mistrzem, ale potem nie dawała po sobie poznać, że nauka pani Joli taka długotrwała. A tu proszę. Wydłubała prezent dla teściów.


Tak więc tym razem gościnnie występ Mi, która na co dzień, hobbistycznie zajmuje się trochę czym innym. Taki z niej pigmej praktykujący kulturę zbieracko - łowiecką. 
...Łowicką...?

9 października 2016

filcowana torba

Dawno, dawno temu Tat, za sprawą Mira, załatwił mi wełnę. Taką prawdziwą, od górala. Z prawdziwej owcy. Tak prawdziwą i prawdziwej, że nawet jakieś trawy, które owca zgarnęła po drodze, dało się w niej znaleźć. Przędza była bardzo zróżnicowanej grubości. Momentami cienka jak nitka, a kiedy indziej puchata. Chyba góral sam ją prządł. I potwornie gryzła. Najpierw zrobiłam z niej sweter. To był chyba mój pierwszy w życiu sweter. Ale tak strasznie gryzł, że trzeba go było nosić na golf (szyję też gryzł), a jak wiadomo wełna sama z siebie grzeje, więc nie dało się w nim wytrzymać.
W każdym razie, jako że na odzież wełna się nie sprawdziła postanowiłam spożytkować ją inaczej. Sfilcować! Mi wysyłała mi w tamtym czasie wszystkie ładne, śmieszne i dziwaczne rzeczy dziergane jakie znalazła. Były to między innymi schematy obrazków. Wśród nich była lecąca gęś albo koń na filcowanej torbie. Gdyby nie to, pewnie bym nie wpadła żeby zrobić sobie torbę i myślałabym raczej o wykorzystaniu tego wzoru na swetrze. A to jednak byłoby zbyt hipsterskie jak na mnie.


Dobrze się składało, że wełnę miałam w dwóch kolorach - z ciemnej i jasnej owcy. Przez to nie musiałam się martwić, że coś zafarbuje, bo to najlepszy melaninowy barwnik from owca.
Gęś bardziej mi się spodobała. Konie są przereklamowane. Miałam też na zbyciu szarą wełnę więc mogłam zrobić gęsi cienie.
Gęś jest trochę za duża i nie całkiem mieści się w kadrze, ale nie chciałam przesadzić z wielkością worka. Na żywo nie rzuca się to w oczy i wbrew oczekiwaniom dużo osób chwaliło torbę z "fajnym łabędziem".

1 października 2016

poducha na szpilki

Na specjalne życzenie urodzinowe Mi, która z braku poduszki na szpilki wbijała je w tablicę korkową. Biedne szpilki. Taraz na tablicy korkowej zamiast szpilek jest rower.


Powstała z takiej torby, która walała się po domu. Niepraktyczna była zupełnie, bo mała:


A teraz jest poduchą: