29 czerwca 2017

we survived Iceland

Z tej okazji powstała koszulka. Na razie jedna, ale zasłużyły wszystkie 4 osoby. Przeżyliśmy, mimo że prawie przysypali nas tłuczniem i chciały nas zjeść wściekłe rybitwy. Nie daliśmy się wiatrowi, deszczowi, zimnu, szokom termicznym i upychaniu na sadystycznie małej powierzchni. Poza tym udało nam się nie zgubić we mgle, nie spaść z żadnego urwiska ani nie dać się ugotować gejzerom. A skoro już o gejzerach mowa, to siarkowodór też nas nie zabił. Straciliśmy co prawda namiot, ja straciłam głos, a Zakapior cenny sprzęt, ale przetrwaliśmy.



Koszulkę z nadrukiem na razie dostał tylko Dziad, który wyraźnie zadeklarował chęć jej posiadania i miałam dla niego zachomikowaną jeszcze jedną koszulkę, ale powstanie ich więcej, jak tylko zaopatrzę się w gładkie tiszerty.
Sposób na szablon ten co zawsze. Tym razem trzeba było układać w wyciętym kształcie Islandii wycięte litery. Polecam skleić takie oddzielne elementy jakąś papierową taśmą klejącą ze słabym klejem. Po naprasowaniu szablonu taśmę łatwo się odklei i można malować.

A tak wyglądała groźna i złowieszcza Islandia:





just don't do it!



11 czerwca 2017

dwie islandzkie czapy

W Polsce sezon na czapki już dawno się skończył. W Islandii natomiast, jak dla mnie, sezon ten trwa cały rok. Tubylcy też o tym wiedzą - w większości zwykłych spożywczaków można znaleźć wielki regał z wełną i akcesoriami do dziergania.


Pamiętacie jodełkową czapę? Już jej nie ma. Doszłam do wniosku, że do tej nierównej włóczki nie pasuje jodełkowy ścieg i ją sprułam. Zamiast niej powstała najprostsza czapka ze ściągaczem i zwykłym ściegiem prostym.


Druga czapa powstała za to trochę przez przypadek. Kiedy zobaczyłam w pasmanterii kolorową włóczkę, nie mogłam się powstrzymać i chociaż była droga, to wydałam na nią ostatnie pieniądze. Jest to turecka wełna z akrylem i zwie się Padisah.
Po powrocie do domu mój entuzjazm trochę osłabł. Nie miałam przeznaczenia na tą włóczkę. A jak zobaczyłam dzieła z niej, które zamiast delikatnych cieniowanych przejść kolorów miały ordynarne paski to pożałowałam zakupu - nie chciałam pasków. Liczyłam po cichu, że ścieg jodełkowy mnie przed tym uchroni (instrukcja jak do ściegu jest tu).




Całe szczęście tak było. Ścieg powoduje, że przejścia między kolorami są delikatniejsze. Lubie go. Szybko się dzierga, ciekawie wygląda, dzianina jest dość gruba, a włóczka nie robi pasków. No same zalety. Postanowiłam, że wydziergam kolejną cieplejszą czapkę. Na wyjazd w chłodne rejony w sam raz. Jak widać kończyłam ją w pięknych, islandzkich okolicznościach przyrody.


Żałuję tylko, że czapka wyszła taka dopasowana. Wolę jednak luźniejsze czapki i wydaje mi się, że lepiej w takich wyglądam. Ale dopasować odpowiednią ilość oczek  do obwodu głowy było trudno przy tym ściegu i prułam początek już 3 razy, więc stwierdziłam, że może taka zostać. Może z czasem się trochę rozciągnie.


A takie glony spotkałam na plaży. Inspirujące, prawda? Jakby tak uzbierać ich trochę więcej, to można by wydziergać drugą czapę.