10 grudnia 2015

drewniany pingwin

Wymyśliłam sobie, że mogę dawać prezenty związane z moim fachem. Tak mi przyszło do głowy i nie chciało pójść. I tak zrobiłam. Wyrzeźbiłam pingwina. Dziad lubi pingwiny. Są zabawne. I dlatego dostał go w prezencie mikołajkowym.


Pingwin jest lipowy. Wysiała się nam na działce w nieodpowiednim miejscu, więc trza ją było ściąć, ale zanim to nastąpiło wyhodowaliśmy sobie cenny surowiec. Do rzeźbienia w sam raz ze względu na jej gęstość.

pingwin potrafi stać na nogach, ale czasem jak ma nierówno, albo nie uważa, to pomaga sobie ogonem

Wyrzeźbiłam go za pomocą  noża, którego sprezentował mi tat. Choć to nie było jedyne używane tu narzędzie - do jego powstania przyczyniła się też moja fantastyczna japońska piła i dłuto. Jestem z siebie dumna, że podczas tych ryzykownych operacji, sprzecznych z wszelkimi zasadami bhp (przez moje lenistwo), nic sobie nie ucięłam!


Na koniec, pingwin został wyszlifowany papierem ściernym, bo jego główną cechą miały być obłe kształty i miękkie linie. Pingwiny przecież właśnie takie są. A żeby jasna i podatna na zabrudzenia lipa jednak aż tak podatna nie była, jeszcze pokryję go lakierem półmatowym. No i jest.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz