20 września 2016

ślub i koronki

Jak wspominałam miałam problem ze znalezieniem sukni ślubnej. Przez pewien czas już w ogóle żadna sukienka mi się nie podobała. Nie sądziłam, że kiedyś będę w takim stanie, bo uwielbiam nosić i szyć sukienki. Całe szczęście już się trochę z tego stanu wyleczyłam. Nie wiem jak niektóre kobiety mogą latami myśleć o ślubie - mnie to wykańczało i frustrowało.
Ta sukienka też nie wyszła jakaś niezwykła. Wpisuje się raczej w standardy ślubne, ale myślę, że jest skromniejsza niż większość, a ponieważ ślub też był skromny to dziwnie byłoby wystąpić w jakiejś bezie. Poza tym od początku wiedziałam, że chce jeszcze w tej sukience pochodzić. Planuję ją skrócić i przefarbować. Uwzględniłam to na samym początku kupując naturalne tkaniny (znalezienie takich nie było łatwe, szyfon niestety jest sztuczny), które pozwalają się stosunkowo łatwo farbować, poza tym lepiej się czuję w naturalnych tkaninach. Dlatego też na starcie odrzuciłam sztywne tiule, świecące poliestrowe satyny i szeleszczące tafty. To by później i tak wyglądało jak przerobiona ślubna.

Na całą suknię kupiłam 6 metrów satyny bawełnianej (60%- wystarczająco żeby dała się trochę zafarbować i żeby nie gniotła się jak 100% bawełna) i szyfonu, koronki ile było, czyli 0,7 metra (starczyło i jeszcze sporo zostało), 3 metry podszewki i dodatkowo 6 metrów fiszbin. We wszystkim uwzględnione zostały niewielkie zapasy.


Dodatkowo na gorsetową górę uszyłam koronkową bluzkę zakładaną na gorset i poupinałam na niej powycinane ornamenty z koronki. Powstała znowu z poprzerabianego tego wykroju. Pogłębiłam dekolt z przodu i na plecach, tył wykroiłam z jednej części i poszerzyłam ramiączka, żeby tworzyły mini rękawki. Początkowo bluzka miała być z szyfonu, ale z tiulem jest mniej problemów - nie trzeba go wykańczać, bo się nie strzępi, a że miałam trochę miękkiego tiulu, który nie przydał się przy sukni ślubnej Mi, to wykroiłam bluzkę z niego. W ten sposób uwolniłam chociaż trochę tkaniny, której trudno znaleźć jakieś normalne zastosowanie. Ta część jest oddzielna. Całe szczęście tiul jest elastyczny i nawet po doszyciu koronki się rozciągał więc nie musiałam kombinować z zapięciem.


Koronka stwarza trochę pierzaste wrażenie, ale to chyba kwestia tego, że wzór był dosyć drobny.

No i znowu był to dosyć łatwy model. Poza takimi pierdołami jak szycie i wykończenie szyfonu, czy ogólna niepewność jak się robi gorset, nie miałam większych problemów. Trochę żałuję, że nie miałam okazji stworzyć czegoś ambitniejszego. A najłatwiej uczyć się i eksperymentować na sobie, ewentualnie na Mi. Jeśli będę jeszcze kiedyś szyła suknię ślubną dla kogoś, to mogę się już nie odważyć na skomplikowane formy.


Ogólnie jestem zadowolona z efektu końcowego. 
I oczywiście mam kieszenie! Ale ja zawsze mam kieszenie. Mogłam sobie schować zasmarkaną chusteczkę i niebieskiego szydełkowego fistaszka własnej roboty, coby mi było raźniej.

Koszt całości to ok. 320 zł, wliczając takie pierdoły jak haftki czy ultramarynę, którą zabarwiłam koronkę, która niestety trochę za bardzo wpadała w ecru. A mogłam wydać trochę ponad 200 zł, uwzględniając też zapas, bo podczas szycia zmieniła się koncepcja i potrzebne było znacznie mniej satyny. Nawet jeśli okaże się, że farbowanie nie wyjdzie, to jednorazowa sukienka za 300 zł to dużo lepiej niż za 3000 zł, prawda?

Inne części o szyciu tej sukni:
prototypy
gorset
dół

9 komentarzy:

  1. Jesteś naprawdę bardzo zdolna i pomysłowa. Nie sztuka wydać miliony i wyglądać jak sierotka Marysia, sztuką jest wydać grosik i wyglądać jak milion dolarów. Pięknie to wszystko wygląda na Tobie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, jestem pod ogromnym wrażeniem!! Bardzo mi się podoba górna część sukienki, przyszywanie tej koronki to musiała być ciężka praca, ale efekt super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo. Rzeczywiście przypinanie, układanie i najgorsze - przyszywanie trochę mi dało w kość. Miałam przy tym kryzys - rozważałam rezygnację z koronki. Ale całe szczęście dałam radę. Cieszę się, że się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna! Może i standardowa ale Twoja, jedyna i własnoręcznie uszyta :) Koszt ok. 300zł, padłam, suknia ślubna za 300zł??? jesteś mistrzynią!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję. Cieszę się, że się podoba :)
    Rzeczywiście dość tania jak na suknię ślubną :D
    Ty też masz talent do tworzenia rzeczy o zaskakująco niskich kosztach ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana ale inspirujesz :D Pięknie ci wyszła ta suknia i jest w takim moim stylu bo nie lubię typu bezy... delikatność i skromność a w tym tyle piękna i uroku :) podziwiam Cię i podpatrzyłam post z 2014 kiedy szyłaś czerwoną sukienkę a teraz... taki rozwój brawa ! :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się bardzo, że się podoba. Właśnie o delikatną i skromną suknię mi chodziło :)
    Rzeczywiście od tamtej pory sporo się nauczyłam ;)
    Dziękuję bardzo!

    OdpowiedzUsuń