23 kwietnia 2019

papaverowa książka o kontrukcji

Jak wiadomo lubię konstrukcję. Z pomocą książki Kowalczyka skonstruowałam już dużo rzeczy. Było to dla mnie jednak bardzo dużo pracy, bo musiałam uważać na oznaczenia w książce (litera l i 1 wyglądają tam identycznie, a występują blisko siebie), szyć próbne modele i dopasowywać je, bo rzadko pasowały od razu. W każdym razie książka była moją podstawą uwzględniającą wszystkie kategorie odzieży damskiej od bielizny przez bluzki, spodnie, spódnice, sukienki, płaszcze, kończąc na konstrukcji kołnierzyków i stójek. Modelowanie nigdy dla mnie wielkim problemem nie było. Przesuwanie zaszewek jest proste, wymyślenie zakładek czy kontrafałd też, a skomplikowanych marszczeń raczej nie lubię, ale myślę, że też bym sobie z nimi poradziła. To geometria w najłatwiejszej i najmilszej postaci.



14 marca 2019

płaszcz z kołnierzem

Zaczęło się od tego, że jakieś cztery lata temu An (będącą wtedy za granicą) zainteresował mój zobaczony na blogu płaszczyk. Na tyle był ciekawy, że pierwsze co chciała zobaczyć po powrocie, to właśnie on. Więc niezobowiązująco spytałam czy chce żebym jej jakiś uszyła. Zechciała. I tak cztery lata później, jest! Wymarzony płaszczyk An.


Nie to, że szyłam go aż tyle czasu. Najpierw An musiała wrócić, potem się zastanowić jaki właściwie chce krój (ze szczegółami), a po tym wszystkim jeszcze wybrać kolor i dodatki. Jak wiadomo takie decyzje są niezmiernie ważne i wymagają długich rozmyślań. W końcu to nie miał być byle płaszczyk, tylko wymarzony. Miała przyjść w nim na mój ślub, ale nie wyszło. Zresztą i tak już za dużo tam było osób ubranych przeze mnie.



Inspiracją był płaszcz występujący w pewnym serialu, a właściwie nie tyle płaszcz, co jego wielki kołnierz. Co do reszty, to już tylko mniej istotne szczegóły - krój jest dość prosty, dwurzędowy, z pionowymi cięciami, nieco dłuższym tyłem i raglanowymi rękawami. Lekko rozszerzany.


Najwięcej czasu myślałam nad kołnierzem. Zależało mi żeby nie leżał płasko na ramionach, tylko stał przy karku, a na przodzie już nie, żeby ładnie wyglądał zapięty. W rezultacie okazało się to proste - po złożeniu przodu i tyłu, i dorysowaniu odpowiedniej stójki, odrysowałam jego kształt od wykroju. Wykroiłam jeszcze jego próbną wersję, ale wszystko było ok.



An jest zadowolona, więc ja tym bardziej. I w ogóle bardzo podobała mi się nasza współpraca. Mimo że An na krawiectwie się nie zna, to była zdecydowana co chce, ale jednocześnie nie uparta, a przy okazji jasno mówiła co by chciała zmienić. Po krótkich wyjaśnieniach od razu rozumiała o co mi chodzi, ale nie bała się też pytać o rady, nie zwalając wyboru wszystkich szczegółów na mnie. Do tej pory chyba z nikim mi się tak dobrze nie współpracowało. Klientka idealna!
Płaszcz skonstruowałam jak zwykle na podstawie książki Kowalczyka.

16 lutego 2019

asymetryczny szal

Właściwie jakiś taki chusto - szal. Na święta wydziergałam już dwie chusty i spodobało mi się dzierganie ażurów, więc męczyłam Mi żeby wybrała sobie jakiś wzór. Wybieranie wzoru dla babci jest proste, wzór dla siebie to znacznie ważniejsza decyzja i odpowiedzialność. W końcu znalazła symetryczną chustę na jakiejś rosyjskiej stronie, a chciała niesymetryczną. Rozpracowałam jak zrobić poszczególne ściegi, ale nie byłam pewna jak je sensownie asymetrycznie połączyć i uzyskać jednocześnie taki półksiężycowy kształt.


W schematach najprostszych chust tego kształtu robi się narzuty na początku i końcu każdego rzędu nieparzystego i przerabia 3 oczka w pierwszym oczku, w każdym rzędzie parzystym. Oczywiście pomijając oczka brzegowe. Tak też postanowiłam robić jednocześnie wkomponowując w to ściegi.


Postanowiłam dziergać i zobaczyć co z tego wyniknie. W międzyczasie znalazłam oryginalny wzór tej chusty nazwanej Catoctin, jednak już rozgryzłam ściegi, a chodziło głównie o asymetrię, więc postanowiłam zobaczyć co mi wyjdzie ze ściegami wymyślonymi przeze mnie, zanim wydam 30 zł na wzór.


No i coś wyszło. Asymetryczne łączenie ściegów powstało na skutek przerabiania 2 oczek razem w każdym rzędzie nieparzystym w odpowiednim miejscu. Na koniec, mając na drutach całą chustę dorabiało się do niej brzeg. To trwało najdłużej. Szal wyszedł bardzo długi i ciężki. Ważył ponad 600g, więc jak porządny sweter, a że zrobiłam go z włóczki z dodatkiem wełny, to jest dodatkowo bardzo ciepły.
Wzór okazał się bardzo prosty i chociaż kombinowałam i trochę oszukiwałam schematy żeby dało się je powtarzać, to nawet tego bardzo nie widać i jestem zadowolona z ostatecznej formy. Przeszkadza mi tylko trochę takie wgłębienie w początkowej części szala. Może zblokowanie by trochę pomogło, ale ściegi wyglądały dobrze bez tego. Miwgłębienie nazwała kapturem, w ogóle jej nie przeszkadzało, a nie chciała marnować czasu na takie bzdury jak blokowanie, jak i tak zaraz będzie go gnieść na szyi. Z ostatnich recenzji wynika, że jest szalem zachwycona.

14 stycznia 2019

kuchenny fartuch wyszczuplający

Prawie, ale ma pionowe paski, więc niech będzie. Zaczęło się od bieżnika na stół z ciuchlandu jakiejś skandynawskiej firmy zajmującej się wystrojem wnętrz. Zwykły prostokąt z porządnej dość grubej i sztywnej bawełny z ładnie wykończonymi rogami. Mi nie wiedziała co z nim zrobić, bo na stół jakoś nie bardzo jej pasował. Dała go mnie i uznałyśmy, że mocna bawełna nadawałaby się na fartuch. Mi chciała najprostszy, ja jednak chciałam żeby był jeszcze ładny i porządny. Chodziłam wokół niego i planowałam jakieś zakładki i ulepszenia. W końcu miałam już dosyć i uszyłam najprostszy fartuch zadowalając przy okazji moją niechęć do wykończeń.
Nie chciałam niszczyć tych ładnie wykończonych brzegów, więc ucięłam tyle ile potrzebowałam tylko z jednego węższego boku. Starczyło nawet na paski odpowiedniej długości i kieszonkę. A że większość brzegów miałam już z głowy, to szycie było ekspresowe.

No i wyszło jak zawsze. Podchodziłam do tego jak pies do jeża, ale w końcu wyszedł prosty, porządny fartuch, czyli dokładnie taki jak chciała Mi. Nie sądziłam, że tyle fartuchów będę szyć, ale to jest zwykle dobry pomysł na prezent dla kogokolwiek kto gotuje. A wiadomo, że Mi gotuje sporo.

30 grudnia 2018

XIX wieczne biurko

Z wykształcenia jestem konserwatorem drewna. Od niedawna już pełnego wykształcenia. Trochę się z tym zeszło, ale moje imię w oficjalnych sytuacjach ma z przodu już podwójne towarzystwo. A przyczyniło się do tego to neorokokowe biurko.

26 listopada 2018

pokrowiec na matę

Mi uaktywniła się fizycznie. Zapisała na zajęcia, kupiła matę i co tydzień dzielnie ćwiczy i się rozciąga. Tylko mata jest nieporęczna do noszenia, więc zgłosiła się do mnie po ubranko dla niej.
A że podobało jej się połączenie białego sznurka z granatową tkaniną z mojej żeglarskiej torby, które dodatkowo nie gryzło się z szalonym kolorem maty, to stanęło na właśnie takim zestawieniu.


Oglądałyśmy rożne warianty wielofunkcyjnych dziwnych toreb, plecaków i bardzo prostych kawałków tkaniny z uchem, ale w końcu uznałyśmy, że zwykły pokrowiec będzie najlepszy.


Najpierw martwiłam się że sznurek jest za sztywny, ale w rezultacie wyszło dobrze, bo tworzy obręcz i umożliwia wkładanie maty jedną ręką, bo się tkanina nie zapada.


Sam pokrowiec to tylko koło (dostosowane do średnicy maty po zwinięciu) i zszyty prostokąt plus mocowanie sznurka, ale jak zwykle nie mogłam go zostawić beż żadnej kieszeni. Myślałam o drugim dnie, gdzie można by trzymać ubrania na zmianę, ale wtedy całość wyszłaby strasznie długa i nieporęczna. Mi stwierdziła, że będzie trzymać ubrania w środku i wystarczy jej po prostu ciut większa średnica i kieszeń jej niepotrzebna. Doszyłam jednak małą kieszonkę. Pokrowiec wygląda ciekawiej, a chociaż chusteczkę do wysmarkania będzie mogła tam schować.


Wygnieciony jak nieszczęście, ale to po trudach podróży na dnie plecaka i znak, że jest intensywnie używany, więc chyba się podoba.

12 listopada 2018

ślubna kartka

Kartki na życzenia ślubne zwykle są kiczowate. Perłowe, z serduszkami, obrączkami i gołąbkiem. Banalne. Ale nie muszą takie być. Jak się jakąś dostanie od Mi, to zdecydowanie taka nie jest.


Wzór zaprojektowała i wyhaftowała Mi, która jak wiadomo, zna się na krzyżykowaniu. Nawiązuje on do motywu z zaproszeń i jednocześnie do białoruskich korzeni Pana Młodego.
No i jest pewność, że nikt inny takiej samej kartki nie da. Duma mnie rozpiera. Taka zdolna Mi.