14 stycznia 2019

kuchenny fartuch wyszczuplający

Prawie, ale ma pionowe paski, więc niech będzie. Zaczęło się od bieżnika na stół z ciuchlandu. Zwykły prostokąt z dość grubej i sztywnej bawełny z ładnie wykończonymi rogami. Mi nie wiedziała co z nim zrobić, bo na stół jakoś nie bardzo jej pasował. Dała go mnie i uznałyśmy, że mocna bawełna nadawałaby się na fartuch. Mi chciała najprostszy, ja jednak chciałam żeby był jeszcze ładny i porządny. Chodziłam wokół niego i planowałam jakieś zakładki i ulepszenia. W końcu miałam już dosyć i uszyłam najprostszy fartuch zadowalając przy okazji moją niechęć do wykończeń.
Nie chciałam niszczyć tych ładnie wykończonych brzegów, więc ucięłam tyle ile potrzebowałam tylko z jednego węższego boku. Starczyło nawet na paski odpowiedniej długości i kieszonkę. A że większość brzegów miałam już z głowy, to szycie było ekspresowe.

No i wyszło jak zawsze. Podchodziłam do tego jak pies do jeża, ale w końcu wyszedł prosty, porządny fartuch, czyli dokładnie taki jak chciała Mi. Nie sądziłam, że tyle fartuchów będę szyć, ale to jest zwykle dobry pomysł na prezent dla kogokolwiek kto gotuje. A wiadomo, że Mi gotuje sporo.

30 grudnia 2018

XIX wieczne biurko

Z wykształcenia jestem konserwatorem drewna. Od niedawna już pełnego wykształcenia. Trochę się z tym zeszło, ale moje imię w oficjalnych sytuacjach ma z przodu już podwójne towarzystwo. A przyczyniło się do tego to neorokokowe biurko.

26 listopada 2018

pokrowiec na matę

Mi uaktywniła się fizycznie. Zapisała na zajęcia, kupiła matę i co tydzień dzielnie ćwiczy i się rozciąga. Tylko mata jest nieporęczna do noszenia, więc zgłosiła się do mnie po ubranko dla niej.
A że podobało jej się połączenie białego sznurka z granatową tkaniną z mojej żeglarskiej torby, które dodatkowo nie gryzło się z szalonym kolorem maty, to stanęło na właśnie takim zestawieniu.


Oglądałyśmy rożne warianty wielofunkcyjnych dziwnych toreb, plecaków i bardzo prostych kawałków tkaniny z uchem, ale w końcu uznałyśmy, że zwykły pokrowiec będzie najlepszy.


Najpierw martwiłam się że sznurek jest za sztywny, ale w rezultacie wyszło dobrze, bo tworzy obręcz i umożliwia wkładanie maty jedną ręką, bo się tkanina nie zapada.


Sam pokrowiec to tylko koło (dostosowane do średnicy maty po zwinięciu) i zszyty prostokąt plus mocowanie sznurka, ale jak zwykle nie mogłam go zostawić beż żadnej kieszeni. Myślałam o drugim dnie, gdzie można by trzymać ubrania na zmianę, ale wtedy całość wyszłaby strasznie długa i nieporęczna. Mi stwierdziła, że będzie trzymać ubrania w środku i wystarczy jej po prostu ciut większa średnica i kieszeń jej niepotrzebna. Doszyłam jednak małą kieszonkę. Pokrowiec wygląda ciekawiej, a chociaż chusteczkę do wysmarkania będzie mogła tam schować.


Wygnieciony jak nieszczęście, ale to po trudach podróży na dnie plecaka i znak, że jest intensywnie używany, więc chyba się podoba.

12 listopada 2018

ślubna kartka

Kartki na życzenia ślubne zwykle są kiczowate. Perłowe, z serduszkami, obrączkami i gołąbkiem. Banalne. Ale nie muszą takie być. Jak się jakąś dostanie od Mi, to zdecydowanie taka nie jest.


Wzór zaprojektowała i wyhaftowała Mi, która jak wiadomo, zna się na krzyżykowaniu. Nawiązuje on do motywu z zaproszeń i jednocześnie do białoruskich korzeni Pana Młodego.
No i jest pewność, że nikt inny takiej samej kartki nie da. Duma mnie rozpiera. Taka zdolna Mi.

10 września 2018

futrzane jabłko

Zwykle kiedy spotyka się jabłko z futerkiem, powinno się je jak najszybciej wyrzucić. Ale tym razem tak ma być.
Dawno temu Mi wysłała mi zdjęcie włochatego jabłka. Było brelokiem i wystąpiło nawet na jakimś pokazie mody. Bardzo jej się podobało i chciała podobne. Niby nic trudnego uszyć jabłko, ale udało mi się to osiągnąć dopiero po kilku latach, bo aż tyle czasu zajęło mi znalezienie i dobranie odpowiednich futer.


Oczywiście mogłam kupić futra na metry za dużo kasy, ale na jedno jabłko zupełnie mi się to nie opłacało. Dlatego szukałam w ciuchlandach. W końcu w jednym znalazłam białą futrzaną opaskę na głowę. Niestety do czerwonego nie miałam tyle szczęścia - musiałam je kupić już normalnie metr, a i tak jest inne niż miało być. Jest zdecydowanie za bardzo krótkowłose, gładkie i świecące, no ale cóż poradzić. Zielone futro jest jeszcze trudniej dostępne, a na jeden mały listek, metr tkaniny to stanowczo za dużo. Dlatego go wyszydełkowałam. Ale z włochatej wełny, więc pasuje. Ogonek za to jest z aksamitki. Też mechatej, więc wszystko się zgadza.


Wykrój oczywiście zrobiłam sama. Wystarczyło wyciąć kształt przekroju jabłka z białego futra i cztery wrzecionowate kawałki  z czerwonego, o sumie szerokości równej połowie obwodu jabłka. Moje jabłko jest dość duże. Najszersze miejsce wrzeciona znajduje się trochę powyżej połowy długości, żeby jabłko zwężało się lekko ku dołowi. I tyle. białe futro przeszyłam jeszcze wzdłuż białą nicią. Teraz myślę, że można było też przeszyć okrągły kształt gniazda nasiennego, żeby dodać mu realizmu (aha, jabłko z futra i realizm). Potem ręcznie wyszyłam pestki.
Początkowo chciałam zrobić z jabłka schowek zamykany na zamek kryty, ale z braku zamka powstał zwykły brelok. Mi chyba jest zadowolona, bo mimo braku funkcyjności, nosi japco przy plecaku.

31 sierpnia 2018

zawijam kiecę i lecę!

Dziad pojąć nie może, że nie chodzę w starych sukienkach tylko co któreś wesele szyję sobie kolejną. Ale co ja poradzę, że z każdą sukienką jest coś nie tak. Np. ostatnio większość z nich stałą się ciasna w biuście. No i uszyłam, chociaż niestety to ciągle nie jest ideał.



Ta miała być ostatnia. Elegancka, dobrze skrojona, uszyta i ładna. Bo ile można mieć sukienek na wesela? Miałam się w niej dobrze czuć. No ale cóż.
Jest z szyfonu, koronki i podszewki, która miała być wiskozowa i oddychająca, ale zdecydowane nie spełnia ani jednego ani drugiego punktu. Przez to głównie ta sukienka ideałem nie jest.
Krój nie jest skomplikowany. Dół z półkola, a góra z lekko przerobionego wykroju z papavero. Pogłębiłam dekolt z tyłu i trochę poszerzyłam przód.


Dół to eksperymentalne dwie warstwy szyfonu. Nie podobają mi się prześwitujące krótsze podszewki spod szyfonu, a jeśli są tej samej długości, to zwykle zwiewny jest tylko szyfon, a podszewka nie nadąża. Chciałam tego uniknąć ale nie byłam pewna czy dwie warstwy będą wystarczająco nieprzejrzyste. Ale sprawdzają się w zupełności.
Przerażała mnie wizja podwijania takiej ilości szyfonu (choć przy ślubnej jakoś to przeżyłam) więc znalazłam inny sposób. dolną krawędź wykroiłam pirografem. Oczywiście sprawdza się to tylko przy sztucznych włóknach. Wyszło nieźle. Nic się nie strzępi, wykończenie przetrwało też przydeptywanie. Gdzieniegdzie tylko lekko widać białe ślady po papierze, bo gazeta i biały papier robiły mi za podkładkę i miejscami się trochę wtopiły, pewnie lepsze by było drewno, albo jakaś trwalsza mata. Ale właściwie ledwo to widać.


Ogólnie nie jest źle. Myślę, że muszę wymienić podszewkę na coś naturalnego i ciut elastycznego (warto mieć trochę miejsca na weselne obiady) i będzie dużo lepiej.

13 sierpnia 2018

torba na aparat

Kolejna torba, tym razem już na mój własny użytek. Trzymanie drogiego i dużego aparatu w pudełku jest dość niewygodne, a gotowe torby są zwykle brzydkie albo drogie. Albo jedno i drugie. Nie pozostaje nic innego jak uszyć ją sobie samemu. Własna ma jeszcze dodatkowy plus, że nie wygląda jak torba przeznaczona na aparat i nie kusi potencjalnych złodziei.
Torba uszyta była już dawno. Zdążyła nawet wyjechać za granicę, a aparat który w niej mieszkał wrócił bez szwanku, mimo wspinania się z nim w dziwne miejsca, więc wygląda na to, że spełnia swoją funkcję odpowiednio.


Torba uszyta w taki sam sposób jak pierwsza, czyli pianka polietylenowa umieszczona w kieszeniach z tkaniny bawełnianej i przyszyta to zewnętrznej torby uszytej tym razem z tkaniny wodoodpornej. Szwów nie podklejałam, więc nie jest całkowicie odporna na zamoczenie, ale zwykły deszcz przeżyje i torba, i ukryty w niej aparat.


W środku torby znowu wykorzystałam patent z przegródką na rzepy. Sprawdza się bardzo dobrze i mogę nosić (albo przechowywać) jednocześnie aparat i drugi obiektyw bez obawy, że będą się o siebie obijać.


Od pierwszej mojej torby, poza wielkością, różni się tylko kieszeniami, ale wyszło to przypadkiem przez moją nieuwagę. Zapomniałam, że z tyłu miała być kieszeń. Dlatego z przodu zrobiłam dwie kieszenie w jednej. Miała być tylko zapinana na zatrzask, ale uznałam że ważne i małe rzeczy lepiej trzymać zamknięte na zamek, więc go do niej doszyłam.


Torba jest zaskakująco pojemna, mimo że nie wygląda. Przemycaliśmy w niej naprawdę sporo rzeczy (łącznie z aparatem) i dawała radę bez problemu.