11 czerwca 2017

dwie islandzkie czapy

W Polsce sezon na czapki już dawno się skończył. W Islandii natomiast, jak dla mnie, sezon ten trwa cały rok. Tubylcy też o tym wiedzą - w większości zwykłych spożywczaków można znaleźć wielki regał z wełną i akcesoriami do dziergania.


Pamiętacie jodełkową czapę? Już jej nie ma. Doszłam do wniosku, że do tej nierównej włóczki nie pasuje jodełkowy ścieg i ją sprułam. Zamiast niej powstała najprostsza czapka ze ściągaczem i zwykłym ściegiem prostym.


Druga czapa powstała za to trochę przez przypadek. Kiedy zobaczyłam w pasmanterii kolorową włóczkę, nie mogłam się powstrzymać i chociaż była droga, to wydałam na nią ostatnie pieniądze. Jest to turecka wełna z akrylem i zwie się Padisah.
Po powrocie do domu mój entuzjazm trochę osłabł. Nie miałam przeznaczenia na tą włóczkę. A jak zobaczyłam dzieła z niej, które zamiast delikatnych cieniowanych przejść kolorów miały ordynarne paski to pożałowałam zakupu - nie chciałam pasków. Liczyłam po cichu, że ścieg jodełkowy mnie przed tym uchroni (instrukcja jak do ściegu jest tu).




Całe szczęście tak było. Ścieg powoduje, że przejścia między kolorami są delikatniejsze. Lubie go. Szybko się dzierga, ciekawie wygląda, dzianina jest dość gruba, a włóczka nie robi pasków. No same zalety. Postanowiłam, że wydziergam kolejną cieplejszą czapkę. Na wyjazd w chłodne rejony w sam raz. Jak widać kończyłam ją w pięknych, islandzkich okolicznościach przyrody.


Żałuję tylko, że czapka wyszła taka dopasowana. Wolę jednak luźniejsze czapki i wydaje mi się, że lepiej w takich wyglądam. Ale dopasować odpowiednią ilość oczek  do obwodu głowy było trudno przy tym ściegu i prułam początek już 3 razy, więc stwierdziłam, że może taka zostać. Może z czasem się trochę rozciągnie.


A takie glony spotkałam na plaży. Inspirujące, prawda? Jakby tak uzbierać ich trochę więcej, to można by wydziergać drugą czapę.

22 maja 2017

nerki ze spodni

Mi jakąś dekadę temu kupiła dla mnie spodnie w ciuchlandzie. Jednak nogawka szeroka na całej długości, dodatkowo jeszcze rozszerzona przy kostkach, a to nie jest odpowiedni krój dla nikogo. Główną zaletą tych spodni był ładny jodełkowy wzór i skład - 60% wełny, 15% jedwabiu i reszta poliestru. I właśnie przez ten skład i wzór nie pozbyłyśmy się ich przez tyle czasu.
Mi przypomniała sobie o nich, kiedy opowiadałam jej, że widziałam fajną nerkę z interesującej taniny, wyglądającej jak takie dość grube, wełniane tkaniny kostiumowe.
Szukałam różnych tweedów, a przecież pod nosem miałam pod dostatkiem odpowiedniej szmaty w postaci spodni. Wolałabym tylko żeby była w odcieniach szarości niż fioletu, ale jak się nie ma co się woli, to się docenia, że się ma cokolwiek.


Zmusiłam Mi do narysowania wykroju i naprawdę nieźle jej poszło,a przecież nie ma pojęcia o konstrukcji i szyciu. Naniosłam małe poprawki i tak powstały nerki. Mi chciała dość dużą, narysowała taką o wymiarach : 38x12x6,5 cm. Taśmy nośnej na jedną nerkę zużyłam ok 85 cm.
Jak na razie powstały dwie. Jedna dla Mi, druga dla mnie, ale tkaniny został jeszcze spory zapas. Myślę, że dałoby radę uszyć z niej nawet jeszcze ze dwie takie saszetki. Miały mieć z tyłu małą kieszonkę, ale uznałam, że zamek w tym miejscu tarłby o ubrania i je niszczył. Z tego powodu kieszonka wylądowała w podszewce.


Dodatkowo nerkę Mi ozdobiłam tasiemką, na której wyhaftowałam listki. A skąd nagle taka tasiemka? Otóż z głupoty i nieuwagi. Pomyliłam części i kieszonkę zamiast wszyć na wewnętrznej części, wszyłam na zewnętrznej. Mi stwierdziła, że tak zostać nie może, że jak coś do niej włoży to będzie się majtać i chce mieć kieszonkę od wewnątrz. Więc żeby nie marnować suwaka i podszewki, przeszyłam ją w inne miejsce, dziurę maskując tasiemką. A żeby było ładniej i personalniej wyhaftowałam listki.


Spodobało mi się szycie nerek. Idzie dość szybko i od razu widać efekty. Składają się z niewielu części, nie ma problemów z niedopasowaniem czy marszczeniem w nieodpowiednich miejscach. Chyba po prostu raz na jakiś czas muszę uszyć coś łatwego, bo do poprawek rzeczy już uszytych ostatnio w ogóle nie mogę się zebrać.

10 maja 2017

fartuch do pracy

Kiedy po raz kolejny pochlapałam się amoniakiem i wracałam do domu upaprana pozostałościami farby, nasunęła mi się oczywista myśl - potrzebuję fartucha. Wolnego w domu nie miałam i kiedy widmo zakupów zajrzało mi w oczy, uznałam, że trzeba się ratować.


Wygrzebałam zachomikowaną starą zasłonę kupioną kiedyś w lumpeksie (tyle tkaniny!) i zaczęłam tworzyć. Potrzebny był mi prosty fartuch, bez zbytniego kombinowania z konstrukcją.
Zmierzyłam się i narysowałam wykrój od razu na zasłonie.
Schemat wygląda mniej więcej tak:


To na dole to kieszeń. można wykroić ją oddzielnie, ale jeśli ma się wystarczająco dużo tkaniny można to zrobić w sposób pokazany na schemacie. Trzeba oczywiście wykroić jeszcze paski na szyję i do wiązania i ewentualnie pasek na dole, jak u mnie, żeby nie był za krótki.


Fartuch jest prosty w formie i w szyciu. Ja uszyłam go z dość grubej tkaniny bawełnianej. Może służyć jako fartuszek kuchenny albo, jak w moim przypadku fartuch do pracy.

23 marca 2017

instrukcja szycia biustonosza

Dużo osób było zainteresowanych jak uszyć biustonosz, więc przy okazji szycia kolejnego, postanowiłam opisać jak to robiłam krok po kroku. Miał być gładki, biały, z nieodpinanymi ramiączkami.
Korzystałam z tego wykroju.


Miałam problem z doborem rozmiaru. W końcu, po porównaniu z dopasowanym biustonoszem przyszłej użytkowniczki, wybrałam przód w rozmiarze 70E, a miseczki 70B. Górne części miseczek trzeba było wydłużyć, a przód musiałam trochę poprawić, żeby do nich pasował. Czasem trzeba kombinować.
Jak można zauważyć część elementów na wykroju ma dodany zapas na szew, a część nie. To nie jest błąd. Piankę zszywa się stycznie zygzakiem. Wyobrażacie sobie mieć gruby, warstwowy szew na biuście? No właśnie, to nie może być wygodne i dlatego ich tam nie ma. Warstwy z satyny/koronki kroi się już z elementów z uwzględnionymi dodatkami na szwy. Poza tym wykrój przewiduje dwa warianty szerokości boków, zależnie od zapięcia. Wiadomo - podwójne haftki są węższe niż potrójne.
Uwaga: linie proste na wszystkich elementach wykrojów podpisane DOGS, nie oznaczają tak jak zwykle nitki prostej, ale kierunek, w którym dzianina się najbardziej rozciąga, czyli zazwyczaj jej szerokość.

Jak już wspominałam w poprzednim poście, potrzebne będą:


pianka (wkład gorseciarski) - na miseczki;
elastyczna tkanina (u mnie satyna bawełniana, choć dzianina mogłaby być lepsza) -  na boki i wierzch miseczek;
fiszbiny metalowe okrągłe - usztywnienie pod biustem;
guma ramiączkowa ok. 1 m + ok. 10 cm - po 0,5 m na ramiączko + po 5 cm na mocowanie do boków;
guma na spód i górę boku - zależnie od obwodu;
taśma fiszbinowa plastikowa - wszyta w miejscu szwów boków i przodu;
tunel gorseciarski - na fiszbiny;
zapięcie;
4x regulator (można użyć 4 takich do odpinania i dwóch normalnych do regulacji - jak na powyższym zdjęciu)

19 marca 2017

lis

An od bardzo dawna lubi lisy. Najczęściej japońskie. Co więcej, ona się z nimi utożsamia (zwłaszcza z tymi japońskimi). A ostatnio miała urodziny. Wykombinowałam dla niej taki prezent. Mam nadzieję, że widać, że lis stoi za ulubionym drzewem An - topolą białą. Starałam się odwzorować jej charakterystyczną korę w oczy.


Przyznaję się, że pomysł odgapiłam z jakichś zamorskich tworów. Od razu poszłam szukać niepękniętej gałęzi, z której mogłabym odciąć plasterek. Najpierw pomyślałam o brzozie. Ma jasne drewno, nie powinno być problemów z wypalaniem i mam do niej dostęp, ale mimo że gałęzi znalazłam sporo, to tylko te bardzo cienkie nie były popękane. W końcu znalazłam jedną gałąź z zupełnie innego drewna, która jako jedna z nielicznych trzymała się dzielnie na przekór zmianom wilgotności i naprężeń. Szczerze mówiąc nie jestem pewna co to za drewno. Na pewno jakieś owocowe. Podejrzewam, że wiśniowe, ale całkowitej pewności ani upewniacza nie mam.
W każdym razie zaczęłam od odcięcia plasterka i wyszlifowania. To był najdłuższy i najbardziej upierdliwy etap, jako że cięłam ręcznie, a drewno tak łatwo nie chciało ustąpić. Podczas tych zmagań odpadło trochę kory, ale resztę postanowiłam zostawić i później zapytać An czy woli okorowany czy nie.


Następnym krokiem był szkic,


a potem wypalanie i ponowne szlifowania drobnym papierem. I na tym mogłabym zakończyć, ale wyglądało to co najmniej łyso. Chciałam to urozmaicić i trochę lisa podmalować, ale nie miałam w domu żadnych farb, które nadawałyby się do drewna. W ogóle niewiele farb miałam. Gdzieś zdołowane jakieś przedpotopowe akwarele, franusiowe spreje do metalu i moje farby do tkanin. Bida, że hej.


I zrobiłam straszną rzecz, do której trudno się przyznać człowiekowi z moim wykształceniem. ...
Użyłam pomarańczowego zakreślacza i korektora. Wstyd i hańba.
Ale postanowiłam się nie przejmować tą zdradą mojego zawodu, bo najważniejsze, że działa, a rysunek wygląda lepiej.
Na koniec rysunek podrasowałam jeszcze trochę pirografem i wygładziłam całość szklanym słoikiem.
An prezent się spodobał. Tak jak myślałam zdecydowała, że lepiej plasterek okorować i że brakuje dziurki do zawieszania. Kiedyś ją dorobię.
PS. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie wychodzą mi zdjęcia wypalonych rysunków. Na żywo prezentują się znacznie lepiej. Nie sprawiają wrażenia tak nierównych i dołkowatych. Na tych zdjęciach drewno wygląda też na strasznie porysowane. Faktycznie, nie przykładałam się bardzo do szlifowania, ale w rzeczywistości rysy są bardzo drobne i nie rzucają się w oczy.

15 marca 2017

Bitelsi i Mistrz Joda

Dziad znalazł gdzieś w internecie taki nadruk. Bardzo mu się spodobał, dlatego postanowiłam mu taką zrobić. Problem w tym, że ciągle nie umiem malować, a wycinanie twarzy z szablonu jest co najmniej trudne.


Całe szczęście cały skład zespołu the Beatles został już przedstawiony na tyle sposobów, że łatwo znaleźć ich portrety, których wycięcie z papieru wcale nie jest takie skomplikowane jakby się mogło wydawać i co najważniejsze - widać, że to oni. 


Z Yodą było trudniej. On też uwielbiany przez wielu został przedstawiony na różne sposoby, ale mimo że wybrałam najprostszy rysunek jaki znalazłam, nie wyglądał na model odpowiedni do wycinania. Już myślałam, że będę musiała namalować go bez wspomagaczy, ale jak zaczęłam wycinać, to tak mi się spodobało, że jak się rozpędziłam, to wycięłam nawet najmniejsze kropki w portrecie Yody. Widocznie zbyt dawno nic nie wycinałam.


Czerwona farba, w przeciwieństwie do reszty kolorów, z czasem się rozwarstwiła i zrobiła rzadka, przez to napis się trochę rozlał. Zielony za to musiałam zrobić sama z żółtego i niebieskiego. Wyszedł taki dosyć jodowaty w odcieniu, czyż nie?
Sposób na szablon ten co zwykle.

10 marca 2017

czyże

Tak się złożyło, że do tej pory wyszywałam wyłącznie pliszki (tu i tu). Pliszki są fajne, ale potrzebowałam odmiany i spróbowania czy co innego w ogóle mi wyjdzie. I tak powstały czyże. Mój trzeci haft płaski.


Pozostałam co prawda w ptasiej kategorii, ale tym razem jest to para (samiec i samica) i jest dużo bardziej kolorowa. Jest to prezent urodzinowy dla Czyża, ale doskonale się składa, bo pasuje również jako prezent z okazji zbliżającej się pierwszej rocznicy ślubu.


Tym razem nie wzorowałam się na jednym konkretnym zdjęciu czyżów, tylko na wszystkich jakie mi wpadły w ręce. Narysowałam kształty opierając się zdjęciach, na których pozy ptaków odpowiadały pomysłowi, a dalej patrzyłam na dziesiątki obrazków i zdjęć z atlasów ptaków, i próbowałam dobrać odpowiednie kolory i wzory. Samca udało mi się skończyć w kilka dni. Za to z samicą miałam problem. Nie dość, że ciągle wychodziła mi za duża, to jeszcze nie mogłam znaleźć odpowiedniej muliny. Właściwie potrzebne były te same kolory co u samca, tylko wszystkie bardziej przyćmione i trochę przyszarzałe. Kolorów mulin jest dużo, ale trudno znaleźć kilka odcieni zielonego czy żółtego z ich odpowiednikami z dodatkiem szaroburego.


W końcu jakoś mi się udało. Wybierałam jaśniejsze odcienie kolorów występujących u samca. Chyba jednak wyszła trochę zbyt intensywnie kolorowa, ale widać, że to samiczka i pasuje kolorami do samca, więc jestem zadowolona.
Dziad stwierdził, że obrazek wygląda trochę łyso, więc dorobiłam jeszcze gałązkę z listkami.


Za tym, że to naprawdę dobry rocznicowy prezent przemawia też fakt, że czyże łączą się w pary na całe życie. Obrazek zawisł na ścianie jako ślubny portret.

25 lutego 2017

ażurowe zygzaki

Wspominałam już, że próbowałam robić ażurowy sweter. Chciałam zrobić letni sweter siatkę, wymyśliłam jakiś wzór, ale ludziom kojarzył się z kolczugą (zwłaszcza że robiłam z szarej włóczki), więc go przerobiłam na ażurowe romby. Zniechęciłam się do ściegów - siatek, ale ażurowe wzory nie przestały mi się podobać, więc próbowałam dalej.
Wyszły mi skośne paski, które łatwo było przerobić na ciekawsze zygzaki.


Schemat pokazujący wszystkie oczka od początku do końca rzędu, był mało czytelny, dlatego umieściłam na nim tylko dwa zygzaki. Wzór ze schematu powtarza się tyle razy, na ile pozwala ilość nabranych oczek.


\ - dwa oczka razem na prawo
o - narzut
/ - dwa oczka razem od spodu
Parzyste rzędy przerabia się na lewo.

Warto zacząć i skończyć na oczkach brzegowych - prawych. Dalej tak jak widać na schemacie - przerabia się dwa oczka razem na prawo, potem narzut, potem znowu dwa na prawo i narzut, i tak do końca. W kolejnym parzystym rzędzie przerabianie razem na prawo, zaczyna się od oczka, które było prawe i przerabia razem z tym, które było narzutem. Wychodzą skośne paski skierowane w lewo. Żeby je odwrócić i stworzyć zygzak wystarczy przerabiać dwa oczka razem od spodu - wtedy zaczyna się od oczka będącego wcześniej narzutem. Zasada jest taka: kiedy paski są skierowane w prawo, podczas przerabiania oczek razem na prawo, oczko będące wcześniej narzutem jest drugie, a narzut nabiera się za nim, natomiast kiedy zygzak skręca w prawo i przerabia się je razem od spodu - oczko będące wcześniej narzutem jest pierwsze, a nabierany narzut jest przed nim. Trzeba na to uważać przy zmianie kierunku pasków.
Zawiły mi wyszedł ten opis, ale to naprawdę bardzo prosty ścieg, co widać na schemacie. I bardzo szybko się robi.


Początkowo chciałam zrobić z tego wzoru zwykły sweter z doszywanymi rękawami. Potem przypomniało mi się dodawanie i ujmowanie oczek na rękawy i dekolt, i stwierdziłam, że ażur będzie utrudniał te umysłowe wygibasy.
Poza tym im mniej szwów na takim swetrze, tym lepiej, a zygzaki poziome chyba wyglądają lepiej niż pionowe. Dlatego postanowiłam wydziergać kolejnego kimonowego nietoperza, przerabianego w poprzek jak sweter Mi. Tam oczywiście też trzeba dodawać i ujmować oczka, ale nie trzeba przy tym tyle kombinować. Podczas rozszerzania się rękawów, wystarczy zrobić w co którymś rzędzie, po obu stronach, o narzut więcej, a potem nabiera się hurtowe ilości oczek, więc nie ma problemu, że ścieg gdzieś się zgubi czy pomyli. A szwy są tylko dwa i w dodatku mało widoczne. Tym razem rękawy wyszły dość przylegające. Ale nie ma przeciwwskazań żeby zrobić szersze, jeśli ktoś chce.


Tym razem postanowiłam liczyć oczka i rzędy, bo na ażurowym splocie trudno zauważyć dodane oczka, a zazwyczaj w ten sposób robiłam rękawy, że jeden robiłam na oko, a drugi porównywałam w trakcie robienia do tego pierwszego i dodawałam oczka mniej więcej na podobnej wysokości. Tutaj to było utrudnione, więc postanowiłam się przełamać i liczyć. Nienawidzę tego robić, ale klikacz ułatwił sprawę, tyle że często zapominałam go kliknąć. Regularny wzór i dodawanie oczek w co 10 rzędzie też jest pomocne.
Robiłam go tak:
Nabrałam 36 oczek, przerobiłam 9 rzędów ściągacza.
w 31, 41 i 51 rzędzie (nie licząc ściągacza) - zawsze podczas zmiany kierunku pasków - dodałam po 1 oczku (narzucie) z obu stron;
w 61 dodałam po 2;
w 71 i 81 po jednym;
w 91, 101, 111 po 3;
w 121 i 122 rzędzie, na początku, dobrałam po 41 oczek;
w 141 podzieliłam na połowę i jedną przełożyłam na wielką agrafkę, a drugą przerabiałam do 200 rzędu. Potem przerobioną część przełożyłam na agrafkę i dorobiłam brakujące 60 rzędów, a dalej przerabiałam je razem, bez zmian, przez 20 kolejnych rzędów.
od 81 rzędu (221 patrząc od początku) zaczyna się symetryczne powtarzanie od końca wprowadzonych zmian z pierwszego rękawa, z tą różnicą, że zamiast dodawać, zamyka się oczka. Zatem w 81 i 82 rzędzie zamknęłam na początku po 41 oczek;
w 91, 101 i 111 zamknęłam po 3 oczka z obu stron;
w 121 i 131 po jednym;
w 141 po 2;
w 151, 161 i 171 po jednym;
kolejne 30 rzędów bez zmian, aż do 201 rzędu, od którego przerabia się 9 rzędów ściągacza.
Potem wszystko wystarczy złożyć na pół i zszyć. Gotowe. Ja jeszcze w gotowym już swetrze nabrałam na dole oczka i zrobiłam ściągacz.


Sweter powstał z bawełnianej włóczki (280m/100g,) na drutach o grubości 3,5mm. Waży 226 gramów - na ażury nie trzeba dużo włóczki, to dodatkowy plus.

9 lutego 2017

usztywniany biustonosz

Trudno znaleźć odpowiedni biustonosz. Chyba wszystkie kobiety mają z tym problem. Na ostatnie 10 kupionych biustonoszy tylko jeden okazał się idealny, a cena skutecznie odstrasza przed dalszymi eksperymentami. Mój problem to brak biustonoszy ze sporą miseczką i małym obwodem. Znaleźć w sieciówce rozmiar 65F jest trudne, chociaż mam wrażenie, że i tak ostatnio jest lepiej. Dawniej standardowym rozmiarem na mnie był 75C i na nim zazwyczaj kończyła się rozmiarówka. Mniejszych obwodów nie było, a większe miseczki nawet jeśli gdzieś przypadkiem się trafiły, to z obwodem jak na grubego bysiora.
Już od dawna miałam ochotę spróbować uszyć sobie biustonosz sama, ale brak jakiegokolwiek pojęcia jak się za to zabrać, z jakich materiałów szyć, i ewentualnie gdzie takie znaleźć, skutecznie mnie odstraszał.


No i nie miałam tylko wykroju. Najpierw chciałam skonstruować go sama, ale wcale się na tym nie znam. U Kowalczyka jest jeden rozdział na ten temat, ale potraktowany raczej pobieżnie i chodzi o miękkie biustonosze. Miękkie są spoko, ale tylko jak jest ciepło, a zawsze potrafi trochę powiać i wtedy wszyscy wokoło wiedzą, że mi chłodno. Dlatego komfortowo czuję się w nich tylko w domu - wolałam zatem usztywniane. Potem chciałam stworzyć wykrój na podstawie najlepszego biustonosza jaki mam, ale wtedy wpadła mi w ręce ta strona. Są tu dostępne bezpłatne wykroje na biustonosze w bardzo wielu rozmiarach. Niesamowicie dużo pracy jest w to włożone. Poza wykrojami są jeszcze opisy jak dopasować wykrój do siebie i jak taki biustonosz uszyć.
Dla mnie było to bardzo pomocne. Na pierwszy raz nie musiałam się stresować czy dobrze odrysuję swój biustonosz (nie chciałam go niszczyć na potrzeby wykroju) i czy poszczególne części będą do siebie pasować.
Jeśli chodzi o dodatki potrzebne do biustonosza takie jak guma na ramiączka, regulatory, zapięcia i fiszbiny też ostatnio łatwiej to znaleźć na rynku. W sklepach internetowych jest tego dużo, w dobrych cenach, chociaż okrągłe fiszbiny pod biust lepiej dobrać w pasmanterii, porównując z fiszbinami z dopasowanych biustonoszy.


Brakowało mi jeszcze pianki. Pomyślałam, że modna od jakiegoś czasu dzianina zwana nurkiem będzie odpowiednia, ale jest chyba trochę zbyt elastyczna. W końcu znalazłam wkład gorseciarski, czyli właśnie taką piankę wykorzystywaną do szycia biustonoszy. Niestety była tylko w kolorze czarnym, ale po obszyciu jakimś nieprzezroczystym materiałem (u mnie satyna) wcale tego nie widać.


Biustonosz wyszedł bardzo wygodny i dobrze dopasowany. Jestem z niego naprawdę zadowolona. Następnym razem chyba trochę zmienię kształt górnej krawędzi miseczki.
Dodatkowym plusem jest wykorzystanie satyny i koronki, które mi zostały po szyciu sukni ślubnej. A już myślałam, że mi się do niczego nie przydadzą.


Wykorzystane materiały:
pianka (wkład gorseciarski) - na miseczki;
satyna bawełniana biała;
tiul stabilny (nieelastyczny) - na część pod miseczkami;
koronka;
fiszbiny metalowe okrągłe;
guma ramiączkowa 1 m;
guma na spód - zależnie od obwodu;
taśma fiszbinowa plastikowa - wszyta w miejscach szwów boków i przodu;
tunel gorseciarski - na fiszbiny;
zapięcie;
4x regulator (można użyć 4 takich do odpinania i dwóch normalnych do regulacji - jak na powyższym zdjęciu)


Bardzo spodobało mi się szycie biustonosza. Jest szybkie, i wcale nie takie skomplikowane na jakie wygląda, a bardzo satysfakcjonujące i praktyczne. Jeśli ktoś będzie chciał, to postaram się zrobić instrukcje jak się go szyje z moimi spostrzeżeniami na co zwracać uwagę. Na razie wolałam uszyć biustonosz na próbę zanim zacznę się wymądrzać.

Instrukcja szycia biustonosza jest tutaj.

6 lutego 2017

słoik

Niedawno uciekaliśmy przed nieproszonym gościem. Uciekliśmy skutecznie aż do Państwa Zakapiorów. Tak się składa, że mamy w planach jechać z nimi do Gruzji, Islandii i kilku innych miejsc. Tylko trudno jest planować, jak się Zakapiory wykręcają brakiem kasy.
Próbowali nas spławić i tym razem. Poradziłam żeby odkładali, zamiast wydawać kasę na głupoty. I tak się złożyło, że akurat zbliżały się urodziny Zakapiora, więc za karę (za spławianie) dostał słoik.


Ale w nadziei, że kiedyś może jednak mnie wreszcie nie spławi i z sympatii do niego, urozmaiciłam słoik wytrawianym napisem z subtelną sugestią.


Nawet sypnęliśmy kasą. Żeby nie było! Skarbonka z dokładnie określonym celem i potężnym zastrzykiem drobniaków bardziej motywuje.


Jeśli ktoś jest zainteresowany jak wytrawiać szkło - tu jest instrukcja