10 lipca 2019

suknia ślubna Kingi - halka

Kinga jeszcze zanim się zaręczyła powiedziała mi, że chciałaby żebym to ja uszyła jej suknię. Miała nie być skomplikowana i prosta w formie. Po zaręczynach już próbowałyśmy ustalić jak ma wyglądać ze szczegółami, co nie było łatwe, bo zwykle mało kto zna się na krawiectwie i ślubnych tkaninach. W rezultacie okazała się trochę bardziej czasochłonna niż się spodziewałam i potrzeba było trochę modyfikacji i uzgadniania jaki właściwie ma być efekt końcowy.



11 czerwca 2019

torebka z broszką

Tak się jakoś składa, że wszystkie trzy, przy okazji oficjalnych wyjść nie mamy żadnej adekwatnej torebki. Zwykle brakuje nam uniwersalnej w czarnym kolorze. Kiedy mama wybierała się na wesele, postanowiłam w końcu taką uszyć żeby nie musiała iść ze starą, sfatygowaną torebką z odzysku.


10 maja 2019

mamina sukienka

Mama od zawsze lubiła długie zwiewne rozkloszowane sukienki i cięciami francuskimi. Kupowała je w indyjskich sklepach, chociaż trudno je było spotkać, a jak już były to zwykle bardzo drogie. Dlatego jak wreszcie znalazłam wiskozy w ładne wzory (naprawdę ma takich zbyt wiele) nakupowałyśmy ich 3 siaty. To pierwsza sukienka, która z tych tkaninowych łowów powstała.


23 kwietnia 2019

papaverowa książka o kontrukcji

Jak wiadomo lubię konstrukcję. Z pomocą książki Kowalczyka skonstruowałam już dużo rzeczy. Było to dla mnie jednak bardzo dużo pracy, bo musiałam uważać na oznaczenia w książce (litera l i cyfra 1 wyglądają tam identycznie, a występują blisko siebie), szyć próbne modele i dopasowywać je, bo rzadko pasowały od razu, a język którym napisana jest ta książka nie jest najprzystępniejszy. W każdym razie książka była moją podstawą uwzględniającą wszystkie kategorie odzieży damskiej od bielizny przez bluzki, spodnie, spódnice, sukienki, płaszcze, kończąc na konstrukcji kołnierzyków i stójek. Modelowanie nigdy dla mnie wielkim problemem nie było. Przesuwanie zaszewek jest proste, wymyślenie zakładek czy kontrafałd też nie stanowi dla mnie problemu, a skomplikowanych marszczeń raczej nie lubię, ale myślę, że też bym sobie z nimi poradziła. Wyobraźnię przestrzenną raczej mam, a to geometria w najłatwiejszej i najmilszej postaci.



14 marca 2019

płaszcz z kołnierzem

Zaczęło się od tego, że jakieś cztery lata temu An (będącą wtedy za granicą) zainteresował mój zobaczony na blogu płaszczyk. Na tyle był ciekawy, że pierwsze co chciała zobaczyć po powrocie, to właśnie on. Więc niezobowiązująco spytałam czy chce żebym jej jakiś uszyła. Zechciała. I tak cztery lata później, jest! Wymarzony płaszczyk An.


16 lutego 2019

asymetryczny szal

Właściwie jakiś taki chusto - szal. Na święta wydziergałam już dwie chusty i spodobało mi się dzierganie ażurów, więc męczyłam Mi żeby wybrała sobie jakiś wzór. Wybieranie wzoru dla babci jest proste, wzór dla siebie to znacznie ważniejsza decyzja i odpowiedzialność. W końcu znalazła symetryczną chustę na jakiejś rosyjskiej stronie, a chciała niesymetryczną. Rozpracowałam jak zrobić poszczególne ściegi, ale nie byłam pewna jak je sensownie asymetrycznie połączyć i uzyskać jednocześnie taki półksiężycowy kształt.


14 stycznia 2019

kuchenny fartuch wyszczuplający

Prawie, ale ma pionowe paski, więc niech będzie. Zaczęło się od bieżnika na stół z ciuchlandu jakiejś skandynawskiej firmy zajmującej się wystrojem wnętrz. Zwykły prostokąt z porządnej dość grubej i sztywnej bawełny z ładnie wykończonymi rogami. Mi nie wiedziała co z nim zrobić, bo na stół jakoś nie bardzo jej pasował. Dała go mnie i uznałyśmy, że mocna bawełna nadawałaby się na fartuch. Mi chciała najprostszy, ja jednak chciałam żeby był jeszcze ładny i porządny. Chodziłam wokół niego i planowałam jakieś zakładki i ulepszenia. W końcu miałam już dosyć i uszyłam najprostszy fartuch zadowalając przy okazji moją niechęć do wykończeń.
Nie chciałam niszczyć tych ładnie wykończonych brzegów, więc ucięłam tyle ile potrzebowałam tylko z jednego węższego boku. Starczyło nawet na paski odpowiedniej długości i kieszonkę. A że większość brzegów miałam już z głowy, to szycie było ekspresowe.

No i wyszło jak zawsze. Podchodziłam do tego jak pies do jeża, ale w końcu wyszedł prosty, porządny fartuch, czyli dokładnie taki jak chciała Mi. Nie sądziłam, że tyle fartuchów będę szyć, ale to jest zwykle dobry pomysł na prezent dla kogokolwiek kto gotuje. A wiadomo, że Mi gotuje sporo.