12 listopada 2018

ślubna kartka

Kartki na życzenia ślubne zwykle są kiczowate. Perłowe, z serduszkami, obrączkami i gołąbkiem. Banalne. Ale nie muszą takie być. Jak się jakąś dostanie od Mi, to zdecydowanie taka nie jest.


Wzór zaprojektowała i wyhaftowała Mi, która jak wiadomo, zna się na krzyżykowaniu. Nawiązuje on do motywu z zaproszeń i jednocześnie do białoruskich korzeni Pana Młodego.
No i jest pewność, że nikt inny takiej samej kartki nie da. Duma mnie rozpiera. Taka zdolna Mi.

10 września 2018

futrzane jabłko

Zwykle kiedy spotyka się jabłko z futerkiem, powinno się je jak najszybciej wyrzucić. Ale tym razem tak ma być.
Dawno temu Mi wysłała mi zdjęcie włochatego jabłka. Było brelokiem i wystąpiło nawet na jakimś pokazie mody. Bardzo jej się podobało i chciała podobne. Niby nic trudnego uszyć jabłko, ale udało mi się to osiągnąć dopiero po kilku latach, bo aż tyle czasu zajęło mi znalezienie i dobranie odpowiednich futer.


Oczywiście mogłam kupić futra na metry za dużo kasy, ale na jedno jabłko zupełnie mi się to nie opłacało. Dlatego szukałam w ciuchlandach. W końcu w jednym znalazłam białą futrzaną opaskę na głowę. Niestety do czerwonego nie miałam tyle szczęścia - musiałam je kupić już normalnie metr, a i tak jest inne niż miało być. Jest zdecydowanie za bardzo krótkowłose, gładkie i świecące, no ale cóż poradzić. Zielone futro jest jeszcze trudniej dostępne, a na jeden mały listek, metr tkaniny to stanowczo za dużo. Dlatego go wyszydełkowałam. Ale z włochatej wełny, więc pasuje. Ogonek za to jest z aksamitki. Też mechatej, więc wszystko się zgadza.


Wykrój oczywiście zrobiłam sama. Wystarczyło wyciąć kształt przekroju jabłka z białego futra i cztery wrzecionowate kawałki  z czerwonego, o sumie szerokości równej połowie obwodu jabłka. Moje jabłko jest dość duże. Najszersze miejsce wrzeciona znajduje się trochę powyżej połowy długości, żeby jabłko zwężało się lekko ku dołowi. I tyle. białe futro przeszyłam jeszcze wzdłuż białą nicią. Teraz myślę, że można było też przeszyć okrągły kształt gniazda nasiennego, żeby dodać mu realizmu (aha, jabłko z futra i realizm). Potem ręcznie wyszyłam pestki.
Początkowo chciałam zrobić z jabłka schowek zamykany na zamek kryty, ale z braku zamka powstał zwykły brelok. Mi chyba jest zadowolona, bo mimo braku funkcyjności, nosi japco przy plecaku.

31 sierpnia 2018

zawijam kiecę i lecę!

Dziad pojąć nie może, że nie chodzę w starych sukienkach tylko co któreś wesele szyję sobie kolejną. Ale co ja poradzę, że z każdą sukienką jest coś nie tak. Np. ostatnio większość z nich stałą się ciasna w biuście. No i uszyłam, chociaż niestety to ciągle nie jest ideał.



Ta miała być ostatnia. Elegancka, dobrze skrojona, uszyta i ładna. Bo ile można mieć sukienek na wesela? Miałam się w niej dobrze czuć. No ale cóż.
Jest z szyfonu, koronki i podszewki, która miała być wiskozowa i oddychająca, ale zdecydowane nie spełnia ani jednego ani drugiego punktu. Przez to głównie ta sukienka ideałem nie jest.
Krój nie jest skomplikowany. Dół z półkola, a góra z lekko przerobionego wykroju z papavero. Pogłębiłam dekolt z tyłu i trochę poszerzyłam przód.


Dół to eksperymentalne dwie warstwy szyfonu. Nie podobają mi się prześwitujące krótsze podszewki spod szyfonu, a jeśli są tej samej długości, to zwykle zwiewny jest tylko szyfon, a podszewka nie nadąża. Chciałam tego uniknąć ale nie byłam pewna czy dwie warstwy będą wystarczająco nieprzejrzyste. Ale sprawdzają się w zupełności.
Przerażała mnie wizja podwijania takiej ilości szyfonu (choć przy ślubnej jakoś to przeżyłam) więc znalazłam inny sposób. dolną krawędź wykroiłam pirografem. Oczywiście sprawdza się to tylko przy sztucznych włóknach. Wyszło nieźle. Nic się nie strzępi, wykończenie przetrwało też przydeptywanie. Gdzieniegdzie tylko lekko widać białe ślady po papierze, bo gazeta i biały papier robiły mi za podkładkę i miejscami się trochę wtopiły, pewnie lepsze by było drewno, albo jakaś trwalsza mata. Ale właściwie ledwo to widać.


Ogólnie nie jest źle. Myślę, że muszę wymienić podszewkę na coś naturalnego i ciut elastycznego (warto mieć trochę miejsca na weselne obiady) i będzie dużo lepiej.

13 sierpnia 2018

torba na aparat

Kolejna torba, tym razem już na mój własny użytek. Trzymanie drogiego i dużego aparatu w pudełku jest dość niewygodne, a gotowe torby są zwykle brzydkie albo drogie. Albo jedno i drugie. Nie pozostaje nic innego jak uszyć ją sobie samemu. Własna ma jeszcze dodatkowy plus, że nie wygląda jak torba przeznaczona na aparat i nie kusi potencjalnych złodziei.
Torba uszyta była już dawno. Zdążyła nawet wyjechać za granicę, a aparat który w niej mieszkał wrócił bez szwanku, mimo wspinania się z nim w dziwne miejsca, więc wygląda na to, że spełnia swoją funkcję odpowiednio.


Torba uszyta w taki sam sposób jak pierwsza, czyli pianka polietylenowa umieszczona w kieszeniach z tkaniny bawełnianej i przyszyta to zewnętrznej torby uszytej tym razem z tkaniny wodoodpornej. Szwów nie podklejałam, więc nie jest całkowicie odporna na zamoczenie, ale zwykły deszcz przeżyje i torba, i ukryty w niej aparat.


W środku torby znowu wykorzystałam patent z przegródką na rzepy. Sprawdza się bardzo dobrze i mogę nosić (albo przechowywać) jednocześnie aparat i drugi obiektyw bez obawy, że będą się o siebie obijać.


Od pierwszej mojej torby, poza wielkością, różni się tylko kieszeniami, ale wyszło to przypadkiem przez moją nieuwagę. Zapomniałam, że z tyłu miała być kieszeń. Dlatego z przodu zrobiłam dwie kieszenie w jednej. Miała być tylko zapinana na zatrzask, ale uznałam że ważne i małe rzeczy lepiej trzymać zamknięte na zamek, więc go do niej doszyłam.


Torba jest zaskakująco pojemna, mimo że nie wygląda. Przemycaliśmy w niej naprawdę sporo rzeczy (łącznie z aparatem) i dawała radę bez problemu.

16 lipca 2018

czyżby sklep?

Mati i An kazali, a kilka innych osób namawiało, aż się ugięłam i otworzyłam własną działalność. Na potwierdzenie słuszności działania zaczęli się do mnie zgłaszać różni ludzie z zamówieniami, mimo że się działalnością jeszcze nie chwaliłam. A teraz przyszedł czas na sklep.



Co można w nim znaleźć?
Przeróżne rzeczy, uszyte, wydziergane albo wyrzeźbione. Wszystkie wykonane własnoręcznie przeze mnie.
Na przykład różne modele torebek, na jakie tylko przyszła mi wizja,


rzeźbione wisiorki,


szaliki z kapturami, niektóre mają uszy, dzięki życzeniu i inspiracji Kozła,


trochę biżuterii


i jeszcze kilka innych rzeczy.
A jeśli ktoś jeszcze nie znalazł tego czego szuka, albo zapragnął którąś rzecz z innym wykończeniem, kolorem albo szczegółem, to jestem otwarta na propozycje i chętnie zmienię swoją wizję, albo spełnię cudzą, po dogadaniu szczegółów zamówienia. Oczywiście w miarę moich możliwości.
Mam nadzieję, że się podoba.

24 maja 2018

dwukolorowa torba na aparat

Przechowywanie aparatu w pudełku albo bąbelkowej torbie nie jest najlepszym rozwiązaniem dlatego zbierałam się do uszycia sobie torby na niego. Jednak zanim się zebrałam zgłosił się do mnie Mati z zamówieniem na małą torbę na jego niewielki aparat. Dobrze się złożyło, bo moje planowanie było na tyle zaawansowane, że kupiłam już piankę polietylenową, więc od razu mogłam zacząć szycie.



Najpierw wycięłam z pianki wszystkie ściany torby, a potem uszyłam z podszewki dla każdej części oddzielną kieszeń ze sporym zapasem (żeby dało się je później ze sobą zszyć), a do części przedniej i tylnej doszyłam po dwa paski milszej części rzepa. Milszej żeby nie zaczepiała i nie zaciągała wszystkich nieodpornych na to rzeczy włożonych do torby.


W kieszeni na przegródkę zostawiłam jeszcze większe zapasy i doszyłam te mniej miłe części rzepa. Dzięki rzepom można regulować wielkość komór w torbie.
Najtrudniej było zszyć wszystkie kieszenie z pianką w środku, ale dałam radę. Szycie torby to już pikuś.
    


Uszyłam też oczywiście kieszenie. Tylną na zamek i przednią na zatrzask. Zapięcie torby tez jest na zatrzask.



Torba wyszła większa niż można by się spodziewać po aparacie, ale mam nadzieję, że dzięki temu będzie go chronić przed uszkodzeniami i wstrząsami. Najważniejsze, że Mati jest zadowolony. Jak widać.

25 kwietnia 2018

duży pingwin

Wiedzieliście że dzisiaj jest Światowy Dzień Pingwina? I tak się dobrze złożyło, że Dziadowy mały pingwin doczekał się większego kolegi. Powstał na specjalne zamówienie i ponieważ miał być w miodowym kolorze, wyrzeźbiłam go z buka. To drewno, z tych które miałam pod ręką, najbardziej odpowiadało kolorowi "ciepły miód".


Jednak surowe drewno było dość blade i szukałam czegoś co by przyciemniło i podkreśliło kolor. Olej nie wchodził w grę, bo uznałam, że najtrwalszym wykończeniem będzie lakier, a ten który mam, z olejem nie chce współpracować.


Wreszcie wpadłam na pomysł zagruntowania pingwina politurą. W końcu ona też świetnie podkreśla kolor drewna. A że przygotowałam akurat politurę (orange) do wykończenia zabytkowego biurka, to przy okazji smyrnęłam pingwina, a dopiero potem pokryłam lakierem. Teraz kolor jest o wiele ładniejszy i cieplejszy. Mam nadzieję, że właśnie taki miał być


Dziad i Zakapior twierdzą, że to alka olbrzymia a nie pingwin. To był taki wodny nielot podobny do pingwina, ale znacznie od niego większy, którego ostatni osobnik został zabity na Islandii. Może przypadkiem zrobiłam alkę? Albo wcześniej pingwina pigmeja...